niedziela, 1 września 2013

I love the sea




Nad brzegiem morza Ukochanego. Na koniec końców codziennych Słońc.
Gdzie się podział dopiero co rozpoczęty Sierpień?
Z A.

piątek, 30 sierpnia 2013

little story about smile of bananas



Gdzie nocą życie się zaczyna (lub po prostu nocą wcale się nie kończy dennym snem o porankach), tam słońce nie zachodzi. Tysiąc ludzi z harmiderem swoich słów widziałam i słyszałam, obok prześlizgiwałam się z własnymi rozmowami, jodem zachłystałam się wciąż spacerując to tu to tam, pilnując swego ciała, przybliżając swoje serce, powiekami chłonąc zmiany, a umysłem gubiąc się. Wargi czasem do rozpuku roześmiane w kształt bananów, tych przejrzałych najbardziej, bo wtedy najsłodszych. Czasem czarny okazuje się dobrocią większą i wcale-wcale nie chce smutnym być. Czyż ten banan, gdy opatulony czarnym płaszczem, słodszy nie jest?
Po nie zawsze wracać będę.

czwartek, 27 grudnia 2012

Sans rime ni raison.

Polaroidowo, z magią i pasją, Jarek Kasprowiak.

Samotne są te ściany cztery, w których kolor jagód, już zgniłych, zatapia się w czerń, nanosi ciemność niezwłocznym krokiem. Ściany cztery z czterema kątami zaplątanymi w kurze i pajęczyny strachów.  Spusty emocji pozamykały drzwi, mimo.wolnie, wolność zabierając, jakby ptakom skrzydła,
jakby sen.s istnienia.    

piątek, 16 listopada 2012

Odliczane szmery sekund opuszczają wskazówki, za oknem w burzy minuty i godziny marnują krople czasu; ze strachem przesiąkniętym w głąb kości, drżąc dłońmi i ciałem całym, czas upływa w lekkie nieba, ponad szelest głuchego wiatru, nogami ponad rzeczywistością. W kalendarzu już miesiąca koniec, dni z tygodniami rozbiły się w szklanym odgłosie budzików.

Z nadgarstków wyrzuciłam oplątane szepty ciągłych chwil w szum rzeki prąd. Pozostały mi blizny, pozostały słowa (po)kruszone w drobiny w kątach na podłodze (...)


niedziela, 4 listopada 2012

Plumes sur le haut.




Piórko na szczycie, mimo wszystko i wszystkim, z okiennym widokiem panoramicznym ulic, bezustannie bezpieczniejszych z daleka niż z bliska. Kraj.obrazy skrzepione w kruchą całość bezlit(osn)ości wrzącej. Wyżej, najwyżej, po pół schodów tupnięć, skrzydła rozpierając po pół stopni bardziej. Po bzy i lilie i róże złociste, w śniegu i mrozie, w kieszeniach chowając delikatne ciepło, na przekór to temu wyzimnieniu dusz

i duszy mej.

Kadrami artyzmów ulubionej K.