piątek, 15 listopada 2013

palm show the soul

przepływam przez żyły, jak spadające i spływające dreszcze kropli zimnego deszczu na nagim ciele zarażające strachem od złości najczerwieńszym. tonę wśród wyrażeń, paradoksów i sprzeczności nawet na trzech frontach. szukam ujścia w brzegach kruchych, zimnych, bo bezkrwistych dłoni. najmniej czerwone, bo złości w nich nie ma, za delikatne na wrogość, lecz chłonące sam strach. drżące z zimna, bo krew nie przepływa, 
żyły zatamowane, tam nie dopływam.


fot. Natalia Pawlak
mua. Dominika Bartocha

wtorek, 15 października 2013

emptiness

gdzie się podziało, kiedy się nie działo, kiedy pustka oczy przepełniła, a oczy ślepe nie znając się na rzeczy pustką zaczęły patrzeć, jeszcze ślepej, jeszcze próżniej i bez białej laski, bez przyjaciela, co pomógłby krok za krokiem postawić.
bez.
beze mnie.
bez Ciebie.
bo się podziałeś, tam gdzieś dziać się nie miałeś, gdzie pustkę wyhodowałeś. 




niedziela, 1 września 2013

I love the sea




Nad brzegiem morza Ukochanego. Na koniec końców codziennych Słońc.
Gdzie się podział dopiero co rozpoczęty Sierpień?
Z A.

piątek, 30 sierpnia 2013

little story about smile of bananas



Gdzie nocą życie się zaczyna (lub po prostu nocą wcale się nie kończy dennym snem o porankach), tam słońce nie zachodzi. Tysiąc ludzi z harmiderem swoich słów widziałam i słyszałam, obok prześlizgiwałam się z własnymi rozmowami, jodem zachłystałam się wciąż spacerując to tu to tam, pilnując swego ciała, przybliżając swoje serce, powiekami chłonąc zmiany, a umysłem gubiąc się. Wargi czasem do rozpuku roześmiane w kształt bananów, tych przejrzałych najbardziej, bo wtedy najsłodszych. Czasem czarny okazuje się dobrocią większą i wcale-wcale nie chce smutnym być. Czyż ten banan, gdy opatulony czarnym płaszczem, słodszy nie jest?
Po nie zawsze wracać będę.

czwartek, 27 grudnia 2012

Sans rime ni raison.

Polaroidowo, z magią i pasją, Jarek Kasprowiak.

Samotne są te ściany cztery, w których kolor jagód, już zgniłych, zatapia się w czerń, nanosi ciemność niezwłocznym krokiem. Ściany cztery z czterema kątami zaplątanymi w kurze i pajęczyny strachów.  Spusty emocji pozamykały drzwi, mimo.wolnie, wolność zabierając, jakby ptakom skrzydła,
jakby sen.s istnienia.